Od dziecka myślałem o robocie modela chodzącego po największych wybiegach u najwybitniejszych projektantów. Ale gdy pojawiła się propozycja pracy w charakterze fotomodelka w sesji reklamowej firmy wypuszczającej na polski rynek nowy jogurt, decyzję podjąłem bardzo szybko – przyjmuję. Sesja miała się odbyć w pomieszczeniu fotograficznym w budynku niedaleko mojej okolicy. Schludne, z klimatyzacją, w pełni przygotowane do robienia profesjonalnych ujęć. Uścisnąłem sobie rękę z głównym fotografem, człowiekiem od światła oraz makijażystką, która zaraz zabrała się do pracy nakładając mi na twarz warstwę pudru i podając konkretne ubrania. Zlecający zdjęcia
2 zapragnął modela (w tym wypadku mnie) do reklam zewnętrznych – billboardów, plakatów oraz tych mających ukazać się w prasie. Jako, że reklama dotyczyła niesłodzonych jogurtów owocowych tematem dominującym miały być owoce, niebo, trawa – w skrócie natura. Pozowałem przed większość czasu się uśmiechając. Trzeba było wykazać się również wielkimi umiejętnościami aktorskimi – miałem czynić wszystko żeby dowieść, że jogurt, który jadłem jest najlepszym produktem na świecie. Nic trudnego, a rzemiosło uczciwie wynagradzane. Całość trwała kilka ładnych godzin. Po zakończeniu sesji nie byłem w stanie popatrzeć na jogurt przez następnych kilkadziesiąt dni. Foty miały ulec obróbce, następnie zostać nadesłane do zleceniodawcy a po jego ewentualnym rzuceniu okiem agencja specjalistyczna miała utworzyć hasło reklamowe oraz przedstawić pozostałe plany kampanii reklamowej. Billboardy ze mną ukazały się na ulicach po kilku miesiącach, podobnie jak jogurt. Wyników jego sprzedaży nie znam ale wiem, że zdjęcia reklamowe to bułka z masłem.